<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Jacek Gasiorowski Photography</title>
	<atom:link href="http://www.gasiorowski.net/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.gasiorowski.net</link>
	<description>THE LIFETIME PROJECT</description>
	<lastBuildDate>Mon, 13 Feb 2012 21:27:35 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>Atencja</title>
		<link>http://www.gasiorowski.net/2012/02/13/atencja/</link>
		<comments>http://www.gasiorowski.net/2012/02/13/atencja/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 13 Feb 2012 21:26:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Fotografia]]></category>
		<category><![CDATA[Przemyślenia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.gasiorowski.net/?p=3119</guid>
		<description><![CDATA[Usłyszałem dziś to słowo i zachwyciłem się nim. Ostatnio coś się zmieniło w konfiguracji moich synaps i słowa pojawiają mi się w umyśle niczym zapachy. Są takie słowa, które zawierają absolutną prostotę połączoną z dosadnością prawdy. Takim słowem jest Atencja. Jej odwrotnością jest kwintesencja. Arbitruje im esencja. Czym jest atencja? Jest definicją miłości. Czym jest miłość? Uważnością. Czym jest uważność? Jest uhonorowaniem uwagi na drugim człowieku. Bezwarunkowym uznaniu, że podlega On trosce. Tak samo jak my, jak nasze ego. Nagle [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Usłyszałem dziś to słowo i zachwyciłem się nim. Ostatnio coś się zmieniło w konfiguracji moich synaps i słowa pojawiają mi się w umyśle niczym zapachy. Są takie słowa, które zawierają absolutną prostotę połączoną z dosadnością prawdy. Takim słowem jest Atencja. Jej odwrotnością jest kwintesencja. Arbitruje im esencja.</p>
<p>Czym jest atencja? Jest definicją miłości. Czym jest miłość? Uważnością. Czym jest uważność? Jest uhonorowaniem uwagi na drugim człowieku. Bezwarunkowym uznaniu, że podlega On trosce. Tak samo jak my, jak nasze ego. Nagle zaczyna być ważne, troskliwie otoczone fałszywką rozkochanej rzeczywistości.</p>
<p>To dla tego ludzie tak za tym szaleją. Jest przepiękne, otoczyć kogoś swoją atencją. Wyjść z ciasnej pułapki samozadowolenia i dostarczania sobie przyjemności.</p>
<p>Gdyby tylko uprzejmi byli zauważyć, że robią to ku swojemu własnemu zadowoleniu. Oszczędziłoby to późniejszych kłopotów, gdy żar wygasa a Atencja karleje.</p>
<p>Z drugiej strony alfabetu figuruje literka &#8222;U&#8221;. Ja ją uwielbiam. Uwielbiam to słowo, uwielbiam. Otaczam je atencją. Tak bawimy się w słowa. Tak powstają fotografie. Jutro dzień zakochanych, pojutrze księgowych. Ja ich wszystkich otaczam nieskończoną Atencją. Wtedy jest mi dobrze. Kiedy rozmawiam ze znanymi ludźmi, wpatrzonymi w skupieniu w moje Bogu Ducha winne, zielone źrenice. Otaczam ich Atencją. Oni czują się otoczeni ale nie zniewoleni.</p>
<p>Jestem nagi, uwielbiam nim być. Wtedy nie muszę kłamać. Sam przed sobą. Zrzucam lęk. Uwielbiam.</p>
<p>Dzwonią do mnie czasem numery zastrzeżone. Ewa twierdzi wówczas, że jestem nienormalny ale ja już wiem, że otaczam ich Atencją. Zwykle są to banki lub inni dostarczyciele szczęścia w pigułce. Zwykle każą słuchać przez pół minuty melodyjki, zanim zapytają mnie, czy ja to ja. Skąd do licza mam to wiedzieć. Ocenę mojej skromnej osoby pozostawiam bliskim. Zacząłem rewanżować się im tym samym, pozostawiam komórkę przy głośniku z muzyką. Nie wytrzymują nawet minuty. W sumie im się dziwię. Gdybym miał taką robotę i tak uprzejmego Klienta, ktory w czasie pracy puszczał mi muzykę, otaczał bym go Atencją.</p>
<p>Nie znają się na żartach.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p><a href="http://www.gasiorowski.net/2012/02/13/atencja/untitled-11s-5/" rel="attachment wp-att-3120"><img class="aligncenter size-full wp-image-3120" title="Untitled-11s" src="http://www.gasiorowski.net/wp-content/uploads/2012/02/Untitled-11s.jpg" alt="" width="550" height="550" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.gasiorowski.net/2012/02/13/atencja/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wykluczony społecznie</title>
		<link>http://www.gasiorowski.net/2012/02/11/wykluczony-spolecznie/</link>
		<comments>http://www.gasiorowski.net/2012/02/11/wykluczony-spolecznie/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 11 Feb 2012 09:17:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Przemyślenia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.gasiorowski.net/?p=3102</guid>
		<description><![CDATA[Jestem światłoczuły. Odkąd sięgam pamięcią, również idiotoczuły. Prywatnie, osobiście i intymnie &#8211; po prostu czuły. Odkąd przyglądam się świadomie światu i procesowi transformacji urbanistycznej propagandy Komitetu Centralnego na medialną propagandę grup interesów. Wszystko to na żywej tkance ogłupionego, zmanipulowanego społeczeństwa, tak wykwintnie nazywanego &#8222;opinią publiczną&#8221;. Mamy ostatnio intensywnie nam przyświecający wyż znad Rosji. Jako jedyna, oprócz literatury, sztuki i bratniej, słowiańskiej wrażliwości &#8211; pozytywna rzecz, która może przyjść do nas od naszych słowiańskich braci a w zasadzie ich decydentów politycznych. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jestem światłoczuły. Odkąd sięgam pamięcią, również idiotoczuły. Prywatnie, osobiście i intymnie &#8211; po prostu czuły. Odkąd przyglądam się świadomie światu i procesowi transformacji urbanistycznej propagandy Komitetu Centralnego na medialną propagandę grup interesów. Wszystko to na żywej tkance ogłupionego, zmanipulowanego społeczeństwa, tak wykwintnie nazywanego &#8222;opinią publiczną&#8221;.</p>
<p>Mamy ostatnio intensywnie nam przyświecający wyż znad Rosji. Jako jedyna, oprócz literatury, sztuki i bratniej, słowiańskiej wrażliwości &#8211; pozytywna rzecz, która może przyjść do nas od naszych słowiańskich braci a w zasadzie ich decydentów politycznych. Pod tym słonecznym kloszem wydarzyło się ostatnio kilka rzeczy ważnych, niektóre kompletnie nie istotne a ubrane w pióropusz ważności oraz rzeczy o wielkiej randze, które zostały ubrane w łachmany. Z jednej strony Big Brother o jakiejś nieszczęśliwie upuszczonej Madzi, jej mamie, która pogubiła się w swoim nieszczęściu oraz jakiejś niedorobionej kopii słowiańskiego Terminatora z domieszką genetyczną znanego polskiego boksera, który przewracał się w ringu na widok przeciwnika. Była tez grupa trzymająca władzę w postaci Panów w mundurach, którzy nieustannie prowadzą &#8222;czynności operacyjne&#8221;. Te czynności operacyjne polegają na kurczowym odhaczaniu w kalendarzu możliwości przejścia na emeryturę w wieku 35 lat, ponieważ, jak wszyscy wiemy, w naszym kraju śmiertelność policjantów, do których strzela się jak do kaczek, jest olbrzymia. Dochodzi też olbrzymi stres w pracy, czy zdążę na wezwanie a stoję w kolejce do mac drive-a. Wiem sam kiedyś czekałem trzy godziny a chłopaki musieli pojechać po hamburgery zwane kanapkami z Restauracji. O skoliozie od siedzenia w samochodzie i konieczności dożywotniej renty już nie wspomnę.</p>
<p>Wszystko to nieważne, bo ludzie przeczytali swoje ACTA i wyszło z nich, że są opinią publiczną. Po wyborach można, jak małym dzieciom tłumaczyć, że to była czytana bajka na dobranoc a nie obietnice o godziwym życiu. Zauważcie, że zawsze, kiedy zaczynają się dziać rzeczy nie ciekawe dla rządów, to wtedy wypada z wózka jakaś Madzia albo znajduje się brzoza na trasie lotu samolotu. Zresztą polscy lotnicy zawsze uważani byli za światową elitę. Dla tego też załoga Tutki postanowiła pójść w ślady dawnej chwały i wykonać akrobatyczny lot sowiecką maszyną na wysokości 5 metrów nad ziemią. Pan M. uzna zapewne, że ich umysły zostały ściągnięte na Ziemię przez olbrzymi psycho-mentalny magnes na lotnisku w Smoleńsku. Nasi piloci chcieli dopisać kolejny, chlubny rozdział polskiego oręża robiąc korkociąg nad zakrwawioną polską krwią, zdradziecką sowiecką ziemią, która przecież kiedyś była nasza. W związku z tym, że już nie jest a od ponad pół wieku, nie chowa się już w jej poetyckiej ziemi, polskiego Ciała Wybranego, dostarczyli tam samą śmietankę polskiej krwi tak skutecznie, że kwestia pogrzebu, konieczności wykupowania miejsca na cmentarzu lub kremacji, przestały być już istotne. Notabene, jeśli kremuje się tylko rękę z fragmentem barku, powinno dostawać się dużą zniżkę na cmentarzu. 20 letni abonament na kącik lamentu dla bliskich za 2 tysiące złotych. Dobiegam czterdziestki, więc mogę już zacząć odkładać na stypę dla Rodziny za 16 tysięcy, tak mówi mi kolejna reklama a reklamie jak wiadomo należy wierzyć, komuś przecież trzeba.</p>
<p>Jest też duży kłopot z emeryturą, jest konieczność reformy. Okazuje się, ku przerażeniu polityków, że brak zaraz, wojen i innych naturalnych zjawisk, do tej pory trapiących ludzkość, spowodował, że ludzie żyją coraz dłużej. Więc istnieje groźba, że trzeba będzie im wypłacać należne im emerytury, po 40 latach pracy, gdzie 40 procent wynagrodzenia zabiera Szeryf na budowę Euro. Nikt jednak nie zauważył, że kredyt mieszkaniowy, to coś, co powoduje, że ludzie nie chcą mieć dzieci. Że młodzi ludzie, bez żadnej kontroli idą na studia o turystyce, nie po to aby podnosić jej intelektualny poziom, zaniedbany przez lata komunizmu w Polsce ale po to aby unikać odpowiedzialności za dorosłe życie i pić 5 lat dłużej browary i siedzieć w necie lub smartfonie z coraz szybszą erozją stawu kciuka od esemesów. Rynek przyszykował im fantastyczną ofertę w postaci stanowisk w Call Center, które są warstwą izolacyjną wielkich korporacji od swoich Klientów. Kto będzie chciał krzyczeć na Bogu Ducha winną dziewczynę w wieku lat 21, pracującą za 1200 złotych miesięcznie? Sprytnie.</p>
<p>Ludzie po 40tce mają trudności w znalezieniu pracy, ludzie po 60tce nie mają na to żadnych szans. Panowie z polityki tego nie widzą. Korporacje farmaceutyczne powinny się martwić, bo nie będzie emerytury, która jest tylko dobrem przechodnim, tak od piątego do najbliższej wizyty w aptece naszego emeryta.</p>
<p>Jestem wykluczony społecznie z dwóch powodów, zawodowo. Jako 40 latek nie nadążam już zapewne za wszystkimi komputerowymi nowościami w postaci nowych programów do designu oraz wiedzy z zakresu social marketingu, event, hyper, magical, flash, nonreal, powerfull marketingu. Z tym social marketingiem, też mam na bakier, bo wczoraj zadzwoniła do mnie znajoma, która zaprosiła mnie na fejsbuuuku na spotkanie z nią. Poczuła się chyba zaniepokojona, że nie zgłosiłem chęci przyjścia lub też wahania się, czy warto. Problem w tym, że nie mam prywatnego konta na fejssbuuuku, więc nie docierają do mnie takie przyjacielskie eventy marketingu szeptanego. Znajoma zadzwoniła, odsyłając do szczegółów na wspomnianym fejsssbukkuuu. Po kilku godzinach, poddałem się, nie mogąc odszukać tego zaproszenia, wysłałem esemesa.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Ach ten świat. Wkrótce kolejna wojna, amerykańscy żołnierze przegrupowani, stare czołgi wyczyszczone z piasku karcherami i odmalowane na zielono. Nowa broń za kilkadziesiąt miliardów gotowa do użycia. Największa gospodarka świata rusza do ofensywy. Po ropę, po gaz, nieść demokrację. Nikt z Was już nie pamięta, że nawet klakierzy pana Wusza, od dawna mówią, że to była klasyczna ustawka.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p>Miłego dnia.</p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://www.gasiorowski.net/2012/02/11/wykluczony-spolecznie/img462s-2/" rel="attachment wp-att-3103"><img class="aligncenter  wp-image-3103" title="img462s" src="http://www.gasiorowski.net/wp-content/uploads/2012/02/img462s.jpg" alt="" width="495" height="495" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.gasiorowski.net/2012/02/11/wykluczony-spolecznie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nagle feria barw</title>
		<link>http://www.gasiorowski.net/2012/02/06/nagle-feria-barw/</link>
		<comments>http://www.gasiorowski.net/2012/02/06/nagle-feria-barw/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 06 Feb 2012 10:05:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Fotografia]]></category>
		<category><![CDATA[fotografia]]></category>
		<category><![CDATA[potret]]></category>
		<category><![CDATA[światło]]></category>
		<category><![CDATA[warsztaty]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.gasiorowski.net/?p=3074</guid>
		<description><![CDATA[Się stało, dokonało. To były piękne chwile. Czas, gdy moje mieszkanie zaludniło się osobami, które, podobnie jak ja, kochają fotografię. Kochają też ludzi, Próbują te miłości ze sobą połączyć. Czasami przeszkadza im wstyd i zakłopotanie. Wielu z nich opowiadało o podróżach po świecie, pokazywało piękne zdjęcia egzotycznych miejsc i ludzi na ulicach Indii, Chin, czy Nepalu. Ja miałem inne zadanie, wprowadzić ich w wewnętrzną podróż do źródeł światła, do obcowania z oczami drugiego człowieka, z jego ciałem, gestem i zagubieniem. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #333333;">Się stało, dokonało. To były piękne chwile. Czas, gdy moje mieszkanie zaludniło się osobami, które, podobnie jak ja, kochają fotografię. Kochają też ludzi, Próbują te miłości ze sobą połączyć. Czasami przeszkadza im wstyd i zakłopotanie. Wielu z nich opowiadało o podróżach po świecie, pokazywało piękne zdjęcia egzotycznych miejsc i ludzi na ulicach Indii, Chin, czy Nepalu. Ja miałem inne zadanie, wprowadzić ich w wewnętrzną podróż do źródeł światła, do obcowania z oczami drugiego człowieka, z jego ciałem, gestem i zagubieniem. Pierwszego dnia pokazałem im, czym jest światło. Ono zawsze jest. Tylko jest różne. Jest jak kobieta, zmienne, twórcze i nieprzewidywalne. Ujarzmiliśmy je w pokoju naszych zwierzeń. Ewa i Zosia przywdziewały formę brył cielesnych oblewanych światłem z okien. Wszystko pulsowało od gwałtownego przyspieszenia przy montażu nowej stylizacji, instalacji, nakierowania na światło i tło. Wtedy analogowe i cyfrowe aparaty małoobrazkowe szalały. Autofocus czynił swoją powinność a ekraniki na tyłach korpusów dawały rozdygotanie niepewności ale pobudzały i stymulowały też wyobraźnię. Co z tym zrobić, jak to ująć? Niektórzy dalej szukali ostrości <img src='http://www.gasiorowski.net/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> .</span></p>
<p><span style="color: #333333;">Poruszałem się pomiędzy nimi, bezgłośnie ale odważnie. Patrząc i widząc ich zagubienie ale też ekscytację i podniecenie. Czułem się wzruszony bo kilka lat temu też to odczuwałem. Wiem jakie to piękne, jak się rodzi pasja i miłość do tworzenia. Pokazywałem im czym jest światło, jak ważne jest przestać ufać aparatowi a zaufać sobie. Zmierzyć światło na alabastrowej twarzy i wraz z jej ciałem zgubić ją w przestrzeni. Jak dodać coś pikantnego do zenistycznej przestrzeni. Jak bawić się spokojem aby niepokoił. poprosiłem aby przywieźli ze sobą po kilka rolek średniego filmu. Wtedy wprowadziliśmy zajęcia z voodoo. Kominek, spojrzenie dziecka, bezradność i lekkość. Komponowanie zdjęcia na matówce, gra światłem poruszając twarz modelki. Kompozycja dłoni, ust i włosów zmieniająca się jak fraktal i rezonująca w wyobraźni fotografa. Wszystko umilkło. Zanim nastąpił charakterystyczny spust migawki, niektórzy pocili się z emocji. Ja im pomagałem, sam pocąc się z wrażenia. Po tych chwilach zostało 20 rolek filmów do zwołania. Ja jeszcze otrząsam się z fantastycznych emocji. Cieszę się, że ponownie to poczułem.</span></p>
<p><span style="color: #333333;"> Jak Monika Bellucci całująca Neo. Tylko czy ja byłem Monika, czy Neo? </span></p>
<p><span style="color: #333333;">There is no spoon.</span></p>
<p><span style="color: #333333;"><a title="Warsztaty" href="http://fotografiarodzinna.eu/?page_id=221" target="_blank"><span style="color: #333333;"><strong>Strona z ofertą warsztatową tutaj</strong>. Szczegóły wkrótce.</span></a></span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://www.gasiorowski.net/2012/02/06/nagle-feria-barw/10063-copys-2/" rel="attachment wp-att-3075"><img class="aligncenter  wp-image-3075" title="10063-copys" src="http://www.gasiorowski.net/wp-content/uploads/2012/02/10063-copys.jpg" alt="" width="495" height="495" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.gasiorowski.net/2012/02/06/nagle-feria-barw/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Here it is</title>
		<link>http://www.gasiorowski.net/2012/01/25/here-it-is/</link>
		<comments>http://www.gasiorowski.net/2012/01/25/here-it-is/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 25 Jan 2012 18:38:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Przemyślenia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.gasiorowski.net/?p=3055</guid>
		<description><![CDATA[Posłyszałem ja dzisiaj, stojąc w korku na oblodzonych ulicach stolycy, która coraz bardziej ze stolcem zaczyna mi się kojarzyć, posłyszałem od Pani z Radia coś, co mnie głęboko poruszyło. Mianowicie mój ukochany Leonard Cohen wydał na świat kolejną płytę. Zawsze był moim Mistrzem, zarówno w warstwie emocjonalnej jak też poprzez sposób i patrzenie na życie. Od zawsze zmaga się z deficytami serotoninowymi i innymi takimi niedociągnięciami biochemii mózgu. Coś za coś, skoro ma pięknie i melancholijnie śpiewać, musi cierpieć na [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #333333;">Posłyszałem ja dzisiaj, stojąc w korku na oblodzonych ulicach stolycy, która coraz bardziej ze stolcem zaczyna mi się kojarzyć, posłyszałem od Pani z Radia coś, co mnie głęboko poruszyło. Mianowicie mój ukochany Leonard Cohen wydał na świat kolejną płytę. Zawsze był moim Mistrzem, zarówno w warstwie emocjonalnej jak też poprzez sposób i patrzenie na życie. Od zawsze zmaga się z deficytami serotoninowymi i innymi takimi niedociągnięciami biochemii mózgu. Coś za coś, skoro ma pięknie i melancholijnie śpiewać, musi cierpieć na depresję. Ostatni taki analogowy artysta. Bez nakładek, masek i pudru. Może nie ostatni ale najstarszy z odchodzących.</span></p>
<p><span style="color: #333333;">Dla czego o tym piszę, bo z przyjemnością będę obserwował dokonania jego syna i przyklaskiwał wszystkim, dla których głos, prosty aranż i nieco trudniejszy od klasycznego bełkotu o miłości, tekst &#8211; będzie grał im w duszy.</span></p>
<p><span style="color: #333333;">Jest jeszcze jeden taki analogowy artysta, analogowy z ducha, z obcowania ze światem, z ludźmi, z najbliższymi. To Andrzej Smolik, z którym i jego żoną Anią, przyszło mi spędzić dzisiaj fantastyczne popołudnie. Pomimo iż tworzy muzykę cyfrowo jest wskroś analogowy z zachowania, z braku gwiazdorstwa, z szacunku i spokoju, jaki go otacza. To cenna cecha. Wywiad wraz ze zdjęciami zagości zapewne w kolejnym numerze Digital Camera Polska a mnie natchnęła jeszcze jedna myśl. Naszło mnie takie uczucie, na pograniczu smutku i głębokiego ukojenia, że zrobiłem już tyle pięknych zdjęć, że chętnie, podobnie jak Leonard Cohen, zamknąłbym się w klasztorze Zen na kilka lat. Leonard zapytany przez polskiego redaktora w Paryżu, czy nie brakowało mu w klasztorze możliwości grania, komponowania i słuchania muzyki, odpowiedział krótko: Można było mruczeć pod nosem.</span></p>
<p><span style="color: #333333;">Czyż to nie jest piękny Zen?</span></p>
<p><span style="color: #333333;">Ruszam jutro na Zachód i Północ w poszukiwaniu moich ukochanych istot a Państwu przy interodbiornikach życzę miłego weekendu.</span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://www.gasiorowski.net/2012-2/10084s/" rel="attachment wp-att-3018"><img class="aligncenter  wp-image-3018" title="#" src="http://www.gasiorowski.net/wp-content/uploads/2012/01/10084s.jpg" alt="" width="440" height="440" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.gasiorowski.net/2012/01/25/here-it-is/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Karma Coma</title>
		<link>http://www.gasiorowski.net/2012/01/21/karma-coma/</link>
		<comments>http://www.gasiorowski.net/2012/01/21/karma-coma/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 21 Jan 2012 09:43:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.gasiorowski.net/?p=3030</guid>
		<description><![CDATA[Leżę sobie tuż po, wtulony w objęcia dotyku. Z jednej strony białe prześcieradło, z drugiej jeszcze naelektryzowane, ciepłe powietrze małych cyklonów niewidocznych dla gołego oka. Powolutku odpływam, tam gdzie leży ta Tajemnica. Uśmiecha się do mnie zalotnie, taka prosta, naturalna i bezpretensjonalna. Tylko odważyć się spojrzeć jej w oczy i znów poczuć spokój. Wiem, że jestem już blisko, zegar życia wybija tajemniczy rytm z zapisanym Przeznaczeniem. Dwadzieścia lat karmicznej udręki dobiega końca. Więcej wstydzić już nie trzeba. Sny wciąż kręcą [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #333333;">Leżę sobie tuż po, wtulony w objęcia dotyku. Z jednej strony białe prześcieradło, z drugiej jeszcze naelektryzowane, ciepłe powietrze małych cyklonów niewidocznych dla gołego oka. Powolutku odpływam, tam gdzie leży ta Tajemnica. Uśmiecha się do mnie zalotnie, taka prosta, naturalna i bezpretensjonalna. Tylko odważyć się spojrzeć jej w oczy i znów poczuć spokój. Wiem, że jestem już blisko, zegar życia wybija tajemniczy rytm z zapisanym Przeznaczeniem. Dwadzieścia lat karmicznej udręki dobiega końca. Więcej wstydzić już nie trzeba. Sny wciąż kręcą się w tej karuzeli zapętlonych zdarzeń, czas już zrozumieć i podnieść głowę we śnie. Przestać śnić pasywnie.</span></p>
<p><span style="color: #333333;">Zasypiamy razem, wtuleni w siebie. Na niespełna godzinę a wydaje się jakby dochodziła dziesiąta. Po przebudzeniu robi się chłodno.</span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://www.gasiorowski.net/2012-2/10080s/" rel="attachment wp-att-3016"><img class="aligncenter  wp-image-3016" title="#" src="http://www.gasiorowski.net/wp-content/uploads/2012/01/10080s.jpg" alt="" width="495" height="495" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.gasiorowski.net/2012/01/21/karma-coma/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Przełamując fale, czyli o tym jak neutrino za pomocą ludzi oszukało prędkość światła.</title>
		<link>http://www.gasiorowski.net/2012/01/19/przelamujac-fale-czyli-o-tym-jak-neutrino-za-pomoca-ludzi-oszukalo-predkosc-swiatla/</link>
		<comments>http://www.gasiorowski.net/2012/01/19/przelamujac-fale-czyli-o-tym-jak-neutrino-za-pomoca-ludzi-oszukalo-predkosc-swiatla/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 19 Jan 2012 12:54:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.gasiorowski.net/?p=2998</guid>
		<description><![CDATA[W radio od dłuższego już czasu przebąkiwano o nadchodzącym Armagedonie w postaci nieuchronnie mającym spaść nieaktywnym amerykańskim satelicie wojskowym. Zdziwiłem się , bo dotąd spadały tylko sowieckie, ale cóż, Amerykanie powoli tracą prym w technologii. Statystycznie rzecz ujmując miał on spaść do wody, więc postanowiłem zrezygnować na ten czas ze wszelkich rejsów. Wkrótce podano, że jednak będzie to ląd – północne Włochy. Odetchnąłem z ulgą, gdyż jakiś czas temu pewne tanie linie lotnicze zaoferowały mi bilety w cenie nie do przebicia, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #000000;"><strong><strong>W radio od dłuższego już czasu przebąkiwano o nadchodzącym Armagedonie w postaci nieuchronnie mającym spaść nieaktywnym amerykańskim satelicie wojskowym. Zdziwiłem się , bo dotąd spadały tylko sowieckie, ale cóż, Amerykanie powoli tracą prym w technologii. Statystycznie rzecz ujmując miał on spaść do wody, więc postanowiłem zrezygnować na ten czas ze wszelkich rejsów. Wkrótce podano, że jednak będzie to ląd – północne Włochy. Odetchnąłem z ulgą, gdyż jakiś czas temu pewne tanie linie lotnicze zaoferowały mi bilety w cenie nie do przebicia, a mianowicie 4 zł za jeden przelot. Postanowiłem skorzystać.</strong></strong></span></p>
<h2></h2>
<p><strong><a href="http://digitalcamerapolska.pl/wp-content/uploads/Untitled-1s1.jpg"><img title="Untitled-1s" src="http://digitalcamerapolska.pl/wp-content/uploads/Untitled-1s1.jpg" alt="" width="495" height="491" /></a></strong><br />
<span style="color: #333333;">Lot był do Bergen, stolicy norweskich fjordów. W związku z tym, że ofiarami upadku satelity mogła statystycznie stać się alpejska włoska owca, co nie jest zbyt medialne – wyświetlono w telewizji transmisję z ratowania ludzkości przed upadkiem wielkiego meteoru. Niewzruszenie wyjechaliśmy, a następnie wysiedliśmy z samochodu na półwyspie Westerplatte. W końcu był to wrzesień, kampania wrześniowa niechlubnie zakończona i przegrana. Bohaterowie jednej szabli poginęli. Bohaterowie bieżącej kampanii wrześniowej jeszcze machają z billboardów kijkami z podwórka i ogorzałymi twarzami nie znającymi wrażliwości. Jedziemy dalej na Żabi Kruk, cokolwiek dziwna nazwa, jak i mgłą owiany tajemniczy człowiek, który jest gdańskim alchemikiem wskrzeszającym tajemnicze praktyki wywoływania ludzkich postaci na szklanych płytach. Dokonujemy tam inicjacji z jego partnerem nieseksualnym. Inicjacji głębokiego spojrzenia, półminutowego przeszycia wzrokiem obiektywu katarynki.</span></p>
<p><a href="http://digitalcamerapolska.pl/wp-content/uploads/img020s1.jpg"><img title="img020s" src="http://digitalcamerapolska.pl/wp-content/uploads/img020s1.jpg" alt="" width="500" height="331" /></a></p>
<p lang="en-US"><span style="color: #333333;">Wcześniej alchemik oburza się na mnie, że, niegodnie klęcząc przed jego katarynką, żuję gumę. Jak w odruchu Pawłowa wypluwam ją przed siebie, ledwie omijając piękny starodawny obiektyw katarynki, co wzbudza salwę śmiechu mojej ukochanej partnerki oraz niewzruszony stoicyzm gdańskiego alchemika w jeansowej koszuli. Efektem tego powstają dwie piękne szklane płyty z naszymi podobiznami, a partner nieseksualny dokonuje dzieła zniszczenia doszczętnie kradnąc nasze dusze na kolejnych alchemicznych kliszach fotograficznych. Pokrzepieni tymi wydarzeniami wyruszamy na polowanie na zupki chińskie, próbując równolegle szczęścia w kumulacji lotto. Jak się później okazało, rozdrażniliśmy tylko los swoją pychą i podwyższył on stawkę do ponad 50 milionów. Z nadziejami na zasobny trzos udajemy się opić kuflem piwa niechybnie nadchodzącą fortunę. Powinniśmy jednak sceptycznie do tego podchodzić, bo wszelkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że kradzież Neptuna z trójzębem z postumentu świadczy, że pisane nam raczej tułacze życie artystów niespełnionych.</span></p>
<p><a href="http://digitalcamerapolska.pl/wp-content/uploads/img033s.jpg"><img title="img033s" src="http://digitalcamerapolska.pl/wp-content/uploads/img033s.jpg" alt="" width="509" height="336" /></a></p>
<p><a href="http://digitalcamerapolska.pl/wp-content/uploads/img034s.jpg"><img title="img034s" src="http://digitalcamerapolska.pl/wp-content/uploads/img034s.jpg" alt="" width="512" height="338" /></a></p>
<p lang="en-US"><span style="color: #333333;">Próba naświetlenia kilku klatek zabytkową Leicą kończy się równie szybko jak myśl o jej użyciu. Powolutku suniemy do kantoru, aby zamienić walutę z kraju nad Wisłą w walutę kopaczy tuneli. Dumnie dzierżąc siatkę z chińskimi zupkami jesteśmy coraz bliżej skreślenia ostatniego punktu naszej listy wyjazdowej. Pozostało jeszcze wyjąć śpiwory, a wraz z nimi pochowane aparaty, aby bez zgody i w tajemnicy uruchomić ponownie pracownię gdańskiego alchemika. Wpadamy na pomysł zrobienia sobie portretów i aktów. Kończy się to małą awanturą, gdyż napotkane kątem oka mojej partnerki  lustro, rzuca zatruty jadem ładunek zwrotny i przedrzeźnia cudowną jej urodę. Kończy się to małą histerią dotyczącą urojonych mankamentów budowy mojej cudownej partnerki. Zaczynam podejrzewać, że gospodarz studia, alchemik, ma zmowę z tymże lustrem, rewanżując się za postępujący wraz z wiekiem proces przyrostu jego ciała, skrzętnie ukrywany pośpiechem i inteligentnym błyskiem w oczach. Cóż, akty i portrety dokonują się w bólu i egzystencjalnym smutku.</span></p>
<p><a href="http://digitalcamerapolska.pl/wp-content/uploads/img024s.jpg"><img title="img024s" src="http://digitalcamerapolska.pl/wp-content/uploads/img024s.jpg" alt="" width="519" height="342" /></a></p>
<p lang="en-US"><span style="color: #333333;">Kładziemy się spać mocno przytuleni. Zegarki nastawione na 3:45. Kogut z wieży kościelnej naprzeciwko puka się w głowę. W środku tej drzemki odbywam lunatyczną wycieczkę korytarzem postindustrialnym ze dezaktywowaną zapadnią w chodniku. Idę zrobić siusiu, gdyż pozwoliłem sobie na małe pifko do snu. Moja partnerka ukochana śpi chroniona grubą warstwą śpiwora z wyprzedaży. Nadchodzi wreszcie godzina zero i udajemy się na lotnisko. Próbując dekodować polskie znaki drogowo-budowlane, trafiamy w końcu na właściwy parking. Obawy mojej ukochanej ,dotyczące przekroczenia dopuszczalnej dawki bagażu rejestrowanego, rozwiewa waga taśmowa ukazując 31.8 kg. Pozostało do wykorzystania 20 deko na mielonkę i czekoladę. Cały bagaż ugina się od tego, a ja dumnie patrzę na ostrzegawczą naklejkę „heavy!” . Wkrótce zacznie się proces trawienia tego bagażu. Niestety z żalem żegnam się z wizją konsumpcji hamburgerów za 60 zł na stacjach benzynowych.</span></p>
<p><a href="http://digitalcamerapolska.pl/wp-content/uploads/img035s.jpg"><img title="img035s" src="http://digitalcamerapolska.pl/wp-content/uploads/img035s.jpg" alt="" width="522" height="343" /></a></p>
<p lang="en-US"><span style="color: #333333;">Samolot startuje, a ja dumnie wczuwam się w schizofreniczną rolę kapitana i kontrolera z wieży jednocześnie, dumnie objaśniając lekko zalęknionej ukochanej procedury startowe. Rozglądam się dookoła. Starzy samolotowi wyjadacze znudzeni żują gumę, (Ci) inni w trwodze udają, że śpią. Jest dobrze, powinni już zacząć klaskać. Po wzbiciu się w chmury entuzjazm co do wycieczki u mojej ukochanej sięga zenitu. Zrozumiałe choćby ze względu na wysokość. Lądujemy. Bergen jak zawsze w chmurach. Po tej drugiej, dolnej stronie. Moja ukochana, z lekka zdystansowana, z niedowierzaniem patrzy, stojąc w bezpiecznej odległości, czy uda mi się wynająć wcześniej zarezerwowany na lotnisku samochód. Gdyby okazało się, że po zeszłym roku mam tu jakieś niespłacone rachunki, gotowa w razie czego udać, że jest miejscowa, ale zdaje na trzy orle pióra i dziś ma dzień niemowy.</span></p>
<p><a href="http://digitalcamerapolska.pl/wp-content/uploads/img039s.jpg"><img title="img039s" src="http://digitalcamerapolska.pl/wp-content/uploads/img039s.jpg" alt="" width="545" height="356" /></a></p>
<p><span style="color: #333333;">Ku jej niekłamanemu zdziwieniu i zachwycie na twarzy, pani z okienka daje mi kluczyki do wymarzonego auta i zarazem M2 na najbliższe 3 dni. Prawie możemy zakładać rodzinę. Gdyby nie temperatura i grube śpiwory, prawie by nam się to udało. Okrętujemy się na pokład przeuroczego Fiata 500, którego natychmiast ochrzciliśmy samobieżną, norweską przyczepką kampingową. Jak przystało na dochodzących artystów, mamy super estetyczny wóz prosto ze stajni z Turynu. Pierwszy test na inteligencję kierowcy tego campingu zostaje oblany na najbliższej stacji benzynowej, gdzie próbuje zatankować pełny już bak myląc kontrolkę rozgrzania silnika ze stanem paliwa. Wezwany do pomocy pan z obsługi stacji nie oponuje na okrzyk samozachwytu piszącego te słowa: „Sorry, I’m stupid”.</span></p>
<p><a href="http://digitalcamerapolska.pl/wp-content/uploads/img994s.jpg"><img title="img994s" src="http://digitalcamerapolska.pl/wp-content/uploads/img994s.jpg" alt="" width="552" height="363" /></a></p>
<p lang="en-US"><span style="color: #333333;">Wyciągam litrową butelkę soku z gumijagód, która powoduje lepsze samopoczucie i większą błyskotliwość umysłu, jakże niepewną na tej jednak obcej ziemi. Pani z gps-a naprowadza nas na szeroko rozumianą scieżkę zwiedzania całego Bergen, więc wyłączamy Panią wciąż ufając własnej inteligencji, norweskiej myśli technicznej w postaci nienagannie oznakowanych dróg i właśnie zaczynającego działać soku z gumijagód. Jedziemy do celu. Po drodze słychać głosy zachwytu ukochanej partnerki kierowcy, którą los ciężko jak dotychczas doświadczył nie zderzając z inną architekturą i krajobrazem niż postsocjalistyczne. Słychać nieustanne trzaski migawki, a ja na głos deklaruję nienaruszalność mojej części zapasów filmów, zatem sytuacja  trochę się uspokaja.</span></p>
<p><a href="http://digitalcamerapolska.pl/wp-content/uploads/Untitled-22ress.jpg"><img title="Untitled-22ress" src="http://digitalcamerapolska.pl/wp-content/uploads/Untitled-22ress.jpg" alt="" width="554" height="368" /></a></p>
<p><span style="color: #333333;">Powolutku głośny zachwyt mojej ukochanej zamienia się w stały opad szczęki. Na szczęście moje pocałunki nawilżają jej rozchylone w zdumieniu usta. Nieuchronnie dochodzi do momentu zapętlenia w czasie, gdyż samochodowa grzałka turystyczna zapragnęła wraz ze mną ponownie odwiedzić fjordy niosąc mi pomoc w podgrzaniu strawy. Powolutku zaczynam odczuwać znurzenie patrząc na powoli opadające cienie od słońca na przepięknych górach i fjordach przykrywany coraz większa liczbą spadających liści a jak dotychczas naliczyłem kilkanaście bąbelków w kubku wody. Mówię basta i udajemy się do salonu sprzedaży turystycznych butli gazowych, co ku naszej radości drastycznie usprawnia proces gotowania zupek chińskich. Jedziemy dalej, powoli konstatując, że cel naszej podróży jest nieosiągalny. Równie szybko przychodzi filozoficzna refleksja, że nie cel, a sama droga jest w życiu ważna.</span></p>
<p><a href="http://digitalcamerapolska.pl/wp-content/uploads/Untitled-36bws.jpg"><img title="Untitled-36bws" src="http://digitalcamerapolska.pl/wp-content/uploads/Untitled-36bws.jpg" alt="" width="539" height="364" /></a></p>
<p lang="en-US"><span style="color: #333333;">Z pokorą i wewnętrzną radością modyfikujemy naszą trasę na bardziej urozmaiconą i zygzakowatą. Wsparty swoimi doświadczeniami sprzed 12 laty, gdzie na kartce bagażu lotniczego destination/cel podrózy, wpisałem „wypoczynek” – podchodzę teraz ostrożniej do wszelkich życiowych celów. Powoli nadchodzi zmrok. Tym razem już o 19.30,a nie 24ej jak rok temu w lipcu, co skłania nas do do zaparkowania naszej samobieżnej przyczepki kampingowej na jakimś industrialnym molo do załadunku drzew na statki.Myjemy zęby, jemy kolejną porcję mielonki, zagryzając ją czekoladą, robię sesję zdjęciową po zmroku i chrapiemy szczęśliwi do rana. Następnego dnia sytuacja  powtarza się z drobnymi zmianami scenariusza w postaci promu widmo, który nie raczył przypłynąć. Sunąc w stronę kolejnego promu odwiedzamy Atlantyk i robimy sobie z nim nagie zdjęcia radośnie machając do przechodzących drogą Norwegów. Dnia trzeciego podróżujemy wśród urwisk skalnych dróżką wydeptaną chyba przez wiewiórki co niechybnie uaktywnia lęki przepaściowo-wodne mojej ukochanej. Słone fjordy zostają zasilone świeżą dawką słowiańskich, słonych łez pięknej niewiasty. Naświetliliśmy dziesiątki klisz. Przejechaliśmy 1600 km.  Zjedliśmy kilogram mielonki, a ja wypiłem dwa litry soku z gumijagód, wchodząc w stan pełnej symbiozy z kierownicą naszej samobieżnej przyczepki kampingowej.</span></p>
<p lang="en-US"><span style="color: #000000;"><strong>A wewnątrz mojej głowy cały czas słyszę ten cichy z Tobą dialog:</strong></span></p>
<p lang="en-US"><span style="color: #333333;">Zasypiając zmęczony kilkunastogodzinną jazdą samochodem słyszę wiatr, deszcz, szum morskich fal oraz wodospadów rozbijających spienioną wodę o wielkie głazy. Wstaję, uśmiecham się i robię Ci kolejne zdjęcie. A Ty się przebierasz, stroisz i zmieniasz się w oczach, raz chmury i deszcz, by za chwilę otulić się promieniami słońca. Nie nadążąm mierzyć światła, nie nadążam zmieniać filmów. Jak na sesji modowej, gdzie wszystko dzieje się tak szybko. A wewnętrznie, w ciszy, odbywa się z norweskim krajobrazem taki cichy, niemy dialog:</span></p>
<p lang="en-US"><span style="color: #333333;">Ponad rok upłynął, gdy  odwiedziłem Cię ze swym brodatym towarzyszem podróży. Minęło kilkanaście miesięcy, dla człowieka wieczność, dla Ciebie zaledwie parę milionów muśnięć fal o Twe skaliste brzegi. Z wielkim zachwytem i fascynacją przyjeżdżam ponownie, aby stąpać ostrożnie po Twej gościnnej ziemi.</span></p>
<p lang="en-US"><span style="color: #333333;">Tak naprawdę to kilka lat  nie widziałem się z Tobą. Gdzieś w mym kraju, uwikłałem się w ludzkie sprawy  . Kiedyś często wyjeżdżałem za miasto szukając przestrzeni, pustki, detalu, miejsc, gdzie człowiek nie występował. A jeśli już, to występ jego pozbawiony był charakterystycznej mu dekoracji. Nauczyłeś mnie ponownie sobą oddychać, cieszyć się z mijanych widoków, karmić umysł obrazami nie przynoszącymi zagrożenia. Wracając ze spotkań z Tobą, stawałem się spokojniejszy i przyjaźniej nastawiony dla innych ludzi.</span></p>
<p><span style="color: #333333;">Budzę się. Powoli dzięki Tobie budzi się we mnie prastare rytm i tętno. Otoczony surowym pięknem Twego krajobrazu zaczynam puszczać się kurczowo przytrzymywanych codziennych emocji i lęków, które przemyciłem w sobie na bramce na lotnisku. Nikt nie był w stanie mnie sprawdzić. Ile kilogramów i jakiego rodzaju ludzki muł egzystencjalny przywożę do Ciebie, aby wypłukać go w słonych wodach fjordów. Po kilku dniach on zniknął, skrył się i schował. Przestał zaszumiać przepiękne obrazy. Uaktywni się ze zdwojoną siłą po powrocie w cywilizację.</span></p>
<p lang="en-US"><span style="color: #333333;">Przyglądam się ludziom, którzy z Tobą współistnieją. Widzę ich szacunek jaki Tobie cały czas okazują. Nauczyli się od Ciebie okazywać go także sobie nawzajem. Aby przeżyć, aby się rozwijać. Pozdrawiamy się uniesioną dłonią mijając się na krętych, jednopasmowych drogach nad urwiskiem. Uśmiechnięci. Nie trąbimy, nie spieszymy się. Uważamy. Delikatnie  stąpamy po Twej ziemi .</span></p>
<p lang="en-US"><span style="color: #333333;">Ewie i Marcinowi tekst ten dedykuję.</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.gasiorowski.net/2012/01/19/przelamujac-fale-czyli-o-tym-jak-neutrino-za-pomoca-ludzi-oszukalo-predkosc-swiatla/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kroki szurane</title>
		<link>http://www.gasiorowski.net/2012/01/16/kroki-szurane/</link>
		<comments>http://www.gasiorowski.net/2012/01/16/kroki-szurane/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 16 Jan 2012 17:43:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.gasiorowski.net/?p=2944</guid>
		<description><![CDATA[Powolutku. Delikatnie. Jak ja lubię zwalniać wtedy, gdy coś mnie rwie do przodu. Mam podskórne odczucie, że w tym stanie napięcia jest ukryta Tajemnica. To jest podobne do opóźniania orgazmu, do schodzenia z góry. Wstaję z krzesła i idę zobaczyć, czy nie ma mnie w sypialni. Zwykle mnie tam nie ma. Ale czasem nie. Udaje mi się zastać tam siebie samego, zapomnianego i zamyślonego, zwykle siedzę wtedy na krawędzi łóżka ze spuszczoną głową uśmiechnięty i głęboko wsłuchany w strumień życia. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #333333;">Powolutku. Delikatnie. Jak ja lubię zwalniać wtedy, gdy coś mnie rwie do przodu. Mam podskórne odczucie, że w tym stanie napięcia jest ukryta Tajemnica. To jest podobne do opóźniania orgazmu, do schodzenia z góry. Wstaję z krzesła i idę zobaczyć, czy nie ma mnie w sypialni. Zwykle mnie tam nie ma. Ale czasem nie. Udaje mi się zastać tam siebie samego, zapomnianego i zamyślonego, zwykle siedzę wtedy na krawędzi łóżka ze spuszczoną głową uśmiechnięty i głęboko wsłuchany w strumień życia. Potrząsam wtedy siebie za ramię bo nogi zaczynają pluskać o wartki strumień. Wstaje wtedy wraz z nim, tym siedzący, będąc już jednią i próbuję schować się za szafą innego pokoju lub w kąciku kuchni. Na chwilę przytulić się do przestrzeni. Poczuć jej ochronę. Doświadczyć dotyku ścian wszechświata w łonie matki.</span></p>
<p><span style="color: #333333;">Lubię zderzać ze sobą racje i nie racje. Czuję się wtedy dobrze wyważony. Jak sędzia, który potrzebuje zarówno prokuratora jak też obrońcy, by mógł zająć tą zaszczytną funkcję wyroczni. Nie ma nic gorszego jak brak obrońcy lub nawiedzony śpiew adwokata marketera. Coś wtedy nie gra. Brak jest tej harmonii. Dla tego wysyłam siebie jako mediatora z białą flagą, namawiam do pochylenia się nad odruchem. Wyświetlają mi się wtedy w snach instrukcje. Domy dziadków na wsi. Niebo usłane gwiazdami. Obrazy ojca, jego trudnego dzieciństwa o którym nic nie wiem. Widzę jak kompletnie ubezwłasnowolniony gra ten swój chocholi taniec nerwicy natręctw, zaprogramowany w nim, gdy był dzieckiem. Tylko czasem, gdzieś w tych nienawidzących i niedowidzących siebie oczach widać niemy krzyk ostatków tlących się spokojnych uczuć, czekają aby stać się strażnikami przejścia w stanie Bardo.</span></p>
<p><span style="color: #333333;">Wtedy gdy stygnie zmęczony umysł.</span></p>
<p><span style="color: #333333;">Widzę i co dzień potykam się o swoje blizny odruchów. Widzę, jak kształtują się one w mojej córce. Widzę, jak Ewa sterowana jest ich podskórną siłą. Jest mi smutno, że tak się obijamy o te głuche skały. Ale za chwilę raduje się moje serce, że nie chowam się w swej &#8222;raczej&#8221; skorupie. Otwarcie pochylam się nad relacją, wysyłam sygnały, dotyk ust, chwytam za chłodną dłoń. Widzę tą radość w oczach. Bo nie o to chodzi abyśmy czuli się szczęśliwi. Chodzi o to, abyśmy bez trwogi podążali do równowagi i zgody na to, co się zdarza. Wtedy szczęście nas zaskakuje. </span></p>
<p><span style="color: #333333;">Podobnie jak zima drogowców.</span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><a href="http://www.gasiorowski.net/2012/01/16/kroki-szurane/_mg_1600/" rel="attachment wp-att-2993"><img class="aligncenter size-full wp-image-2993" title="_MG_1600" src="http://www.gasiorowski.net/wp-content/uploads/2012/01/MG_1600.jpg" alt="" width="550" height="367" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.gasiorowski.net/2012/01/16/kroki-szurane/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Sznurki z głębin</title>
		<link>http://www.gasiorowski.net/2012/01/13/sznurki-z-glebin/</link>
		<comments>http://www.gasiorowski.net/2012/01/13/sznurki-z-glebin/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 13 Jan 2012 12:25:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<category><![CDATA[podświadome]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.gasiorowski.net/?p=2935</guid>
		<description><![CDATA[To miała być wycieczka szkolna, do nie odległego miasteczka w upalne lato przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Dziwny czas, gdy dorośli byli jeszcze bardziej smutni, szarzy i zestresowani niż zwykle. Spóźniłem się lub coś źle zrozumiałem i okazało się, że ja oraz moi dwaj koledzy z końca stawki wartości dziennikowej, postanawiamy iść na piechotę i dołączyć do naszej klasy. O dziwo idziemy wytrwale, pod górkę, cały czas lekko pod prąd i z wysiłkiem. Ta nasza trasa wiedzie nas przez leśne [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #333333;">To miała być wycieczka szkolna, do nie odległego miasteczka w upalne lato przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Dziwny czas, gdy dorośli byli jeszcze bardziej smutni, szarzy i zestresowani niż zwykle. Spóźniłem się lub coś źle zrozumiałem i okazało się, że ja oraz moi dwaj koledzy z końca stawki wartości dziennikowej, postanawiamy iść na piechotę i dołączyć do naszej klasy. O dziwo idziemy wytrwale, pod górkę, cały czas lekko pod prąd i z wysiłkiem. Ta nasza trasa wiedzie nas przez leśne dukty, łąki i pola, które jak żywo przypominają obrazy z dzieciństwa na wsi u dziadków. W dłoniach trzymam, (jak teraz sądzę) klucz do tej wyprawy. Kwiatek w doniczce, niezwykle cenny, bardzo ważny, mam go chronić i bronić. Jest to specyficzny kwiat, bo pomimo iż żywy, ma w doniczce w korzeniach zasilanie na mikro elektrownie atomową. Tak przynajmniej wiem, tak przynajmniej we śnie sądzę.</span></p>
<p><span style="color: #333333;">Im dalej w głąb naszej pieszej podróży, tym gorzej z kwiatem. Na koniec zostaje z niego ledwie wiecheć a system korzenny zaczyna się ukazywać z braku ziemi. I ku mojemu zaskoczeniu, bo cały czas wierzę, że atomowe zasilanie nie pozwoli mu umrzeć, dostrzegam na dnie doniczki zwykłą, czarną baterię elektrolityczną. Czuję się oszukany.</span></p>
<p><span style="color: #333333;">Dochodzimy do Pałacu, wieczorem, przy czerwonym, zachodzącym słońcu, dookoła małe miasteczko i gdzie niegdzie przemykają postacie kolegów ze szkoły i szeroko rozumianego podwórka. Pałac położony jest na wzgórzu a u jego stóp ściele się kręta droga, łąka i olbrzymie jezioro.</span></p>
<p><span style="color: #333333;">Chodzimy po Pałacu, który zaczyna coraz bardziej przypominać japoński styl wzornictwa. Wszystko w drewnie, wąskie korytarzyki a po bokach małe pokoiki dwa na dwa metry kwadratowe. Zaczynam rozumieć, że to dom publiczny.</span></p>
<p><span style="color: #333333;">Znajduję się w olbrzymiej sali, pełnej przepychu, zdobień i sztukaterii. Dookoła mnóstwo młodych ludzi, inne wycieczki szkolne, kolonie, wszyscy jedzą posiłki w formie szwedzkiego stołu. Zasiadam do swojego stolika i czekam na Panią, która ma mi przedstawić moją kobietę (w końcu to dom publiczny). Dookoła mnie pojawiają się inne kobiety, przewracają mnie na podłogę, śmieją się i nade mną tańczą. Wreszcie Pani przyprowadza moją kobietę. Całkiem ładna. Ma kręcone włosy, (chyba wiem kto to jest).</span></p>
<p><span style="color: #333333;">Nagle zdaję sobie sprawę z absurdalności sytuacji, wstaję i odchodzę. Krętą drogą jadę z Pałacu na wzgórzu aby zanurzyć się w toni jeziora. Do wycieczki nie dołączyłem, klasę zgubiłem. To jezioro z dzieciństwa, jedynego wyjazdu z Ojcem na wakacje, tam musiało się coś stać. Nadchodził stan wojenny, to zobowiązywało. Pałac też znam. To już historia z lat dość nie dawnych. Często miewam też sny o konflikcie atomowym. Pamiętam ten dzień, gdy szedłem do szkoły i spadł deszcz, śmierdziało jakby siusiami kocimi a w szkole podawali nam płyn Lugola, to musiało zrobić wrażenie.</span></p>
<p><span style="color: #333333;">Czasem myślę, że jeśli wszechświat się rozszerza to te nasze synapsy wraz z nim. Coraz mniej pomiędzy kluczowymi zdarzeniami komunikacji, coraz bardziej stają się autonomiczne aż w pewnym momencie zrywamy z nimi więź i od tego momentu zaczynają niczym niezależne księstewka prowadzić własną, niezależną politykę. Ta niewidzialna, spajająca grawitacja przestaje działać. Dla tego tak ważne aby podróżować pomiędzy tymi wyspami zabliźnionych synaps, głaskać je i otulać cichym śpiewem.</span></p>
<p><span style="color: #333333;">Możemy pulsować, możemy znów połączyć pozrywane sznurki z głębin. Potrzebna na to ciężka praca, dyskrecja w emocji i wewnętrzny blask.</span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="color: #333333;"><a href="http://www.gasiorowski.net/2012/01/13/sznurki-z-glebin/img346s-jpg_effected/" rel="attachment wp-att-2946"><span style="color: #333333;"><img class="aligncenter size-full wp-image-2946" title="img346s.jpg_effected" src="http://www.gasiorowski.net/wp-content/uploads/2012/01/img346s.jpg_effected.jpg" alt="" width="600" height="388" /></span></a></span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="color: #333333;"><a href="http://www.youtube.com/watch?v=hbe3CQamF8k"><span style="color: #333333;">Massive Attack &#8211; Angel</span></a></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.gasiorowski.net/2012/01/13/sznurki-z-glebin/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Idzie wiosna</title>
		<link>http://www.gasiorowski.net/2012/01/12/idzie-wiosna/</link>
		<comments>http://www.gasiorowski.net/2012/01/12/idzie-wiosna/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 12 Jan 2012 10:03:12 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>
		<category><![CDATA[Digital Camera Polska]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.gasiorowski.net/?p=2902</guid>
		<description><![CDATA[Idzie wiosna. Bezsprzecznie, niewątpliwie i niezatapialnie. Śnieg się ściele tuż przy Ziemi, prosząc ją o wybaczenie, że wciąż przed slońcem ją ukrywa. W głośnikach gra muzyka. Ali Farka Toure, kiedyś usłyszany w latach 90-tych w którymś z Coffe Shopów w Utrechcie. To był hit. Zarówno genialny Ali, jak i kawa tam podawana. Po latach wystąpił ponownie, szepcząc w ucho Diane Lane i pewnemu przystojnemu Francuzowi. Rzecz się działa w Nowym Jorku gdzie dokonywały się rzeczy istotne. Przetoczyły się później lata [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #333333;">Idzie wiosna. Bezsprzecznie, niewątpliwie i niezatapialnie. Śnieg się ściele tuż przy Ziemi, prosząc ją o wybaczenie, że wciąż przed slońcem ją ukrywa. W głośnikach gra muzyka. Ali Farka Toure, kiedyś usłyszany w latach 90-tych w którymś z Coffe Shopów w Utrechcie. To był hit. Zarówno genialny Ali, jak i kawa tam podawana. Po latach wystąpił ponownie, szepcząc w ucho Diane Lane i pewnemu przystojnemu Francuzowi. Rzecz się działa w Nowym Jorku gdzie dokonywały się rzeczy istotne. Przetoczyły się później lata i jesienie, narodziło się wspaniałe nowe życie. Forma jednak nie chciała wystygnąć i przybrała nową postać. Moja skóra schodziła ze mnie żywcem. Teraz już na nowo cały poskładany biegnę w podskokach wciąż z tym starym aparatem w dłoni. Całuję nocnego motyla po plecach i szyi mojej miłej. Świat nie składa się już z równań, w tym tej jednej – równi pochyłej. Wszystko odżywa. Jeśli tylko wystarczy sił aby zadrzeć głowę w górę, ku słońcu. Pewien starszy Pan z okna naprzeciwko też wyraźnie jest pobudzony. Nie będzie już musiał szukać po sąsiednich posesjach drzewa na opał do swojego pieca węglowego aby w nocy nie zamarznąć. Zadanie wykonane.</span></p>
<p><span style="color: #333333;">Przeżyliśmy. Zamknięci w zatęchłych korporacyjnych biurach, szoferkach swoich samochodów, salach akademickich i autobusach komunikacji miejskiej. W zmarźniętych dłoniach, skulonych w kieszeniach trzymaliśmy zaciśnięte pięści na migawkach aparatów naszej wyobraźni. Teraz będziemy się sprawdzać, nieśmiało rozglądać. Głębiej i odważniej zatrzymywać wzrok na przechodniu, chmurze, liściu czy pierwszym motylu. Wielu z nas popełni grzech pychy i zechce natychmiast wiosnę wytestować, sprawdzić i zabronić jej grymaszenia. Strzelania fochów, straszenia przymrozkiem, szarugą i deszczem. Niektórzy z Was wybiegną już myślą do lata, zechcą niczym w pilocie telewizora ustawić dekorację na 25 stopni i gorący piasek nadmorski. To pułapka. Trzeba celebrować ten czas, taki jakim jest. Nie wybiegać myślami naprzód, kiedy jeszcze miesiąc temu marzyliśmy aby być w dzisiaj już wczoraj. Dziś jest najlepszy czas aby cichutko zanucić kolędę i radować się odrodzeniem Gai.</span></p>
<p><span style="color: #333333;">Ostatnio czytam Murakamiego i oglądam namiętnie japońskie animacje z lat 80tych. Morfa jest tam silna ale dynamicznie zmienna a produktem działania Morfy jest morfina. Pan Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego zachwyca się ulubionymi ogrodami japońskimi. Wszystko splecione synapsami kultury, sztuki i energii. Właściwie to Pan Minister powinien również objąć patronat nad resortem energetyki. Umiejętnie dawkując pozytywną wibrację w postaci fotonów czy też fal dźwiękowych uczyniłby nasz kraj dużo bardziej znośnym do życia. Te jesienno-zimowe głębokie niże miałyby mniejszą siłę rażenia. Wbić w nie rozległy klin wyżowy ku chwale ojczyzny. Czyż to nie najlepszy klucz do szczęśliwego społeczeństwa? 1984 rok mamy już za sobą, więc nie damy się i tych błędów już nie popełnimy?</span></p>
<p><span style="color: #333333;">Od słońca kurczy się źrenica a listki przesłony w obiektywie zamykają dostęp strumienia światła. Oddech staje się szybszy jak migawka aparatu zmuszona szybciej zamykać podwoje do wnętrza aparatu. Ekspozycja.</span></p>
<p>&nbsp;</p>
<p><span style="color: #333333;"><a href="http://www.gasiorowski.net/2011-2/untitled-j17s/" rel="attachment wp-att-651"><span style="color: #333333;"><img class="aligncenter size-full wp-image-651" title="#" src="http://www.gasiorowski.net/wp-content/uploads/2011/12/Untitled-j17s.jpg" alt="Seashore" width="550" height="550" /></span></a></span></p>
<p><span style="color: #333333;">Tekst opublikowany oryginalnie w Digital Camera Polska &#8211; Kwiecień 2011</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.gasiorowski.net/2012/01/12/idzie-wiosna/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wyżej te niże</title>
		<link>http://www.gasiorowski.net/2012/01/10/wyzej-te-nize/</link>
		<comments>http://www.gasiorowski.net/2012/01/10/wyzej-te-nize/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 10 Jan 2012 09:48:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Jacek</dc:creator>
				<category><![CDATA[Bez kategorii]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.gasiorowski.net/?p=2906</guid>
		<description><![CDATA[Jest przepiękny, zalany słońcem dzień. Na oczach mam dwa komplety okularów. Źrenice już zaniknęły, skurczyły się do wielkości szpilki. Światło podlewa moje synapsy łagodną ale pełną energii falą twórczej inspiracji. Organizm instynktownie, każdą komórką nawiązuje relacje z otoczeniem, szuka innych form życia, wymienia z nimi świadomość. Zasypiam na godzinę aby zregenerować siły. Wszystkie doświadczenia łagodnie wsiąkają w moją podświadomość, witają się z milionami doznań z tego i innych bytów. Budzę się i nie rozróżniam wieczoru od poranka, żaden z nich [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><span style="color: #333333;">Jest przepiękny, zalany słońcem dzień. Na oczach mam dwa komplety okularów. Źrenice już zaniknęły, skurczyły się do wielkości szpilki. Światło podlewa moje synapsy łagodną ale pełną energii falą twórczej inspiracji. Organizm instynktownie, każdą komórką nawiązuje relacje z otoczeniem, szuka innych form życia, wymienia z nimi świadomość. Zasypiam na godzinę aby zregenerować siły. Wszystkie doświadczenia łagodnie wsiąkają w moją podświadomość, witają się z milionami doznań z tego i innych bytów. Budzę się i nie rozróżniam wieczoru od poranka, żaden z nich nie jest pierwszy lub ostatni. Jestem sobie w czerwonym pokoju, gdzie kotary zasłon nieruchomo falują w hipnotycznym tańcu unoszonego powietrza. Spowalniam oddech, wchodzę w stan głębokiej, spokojnej medytacji. Moje ciało zaczyna się rozluźniać, pękają niczym tafle góry lodowej, napięcia mięśni twarzy. Przestaję rejestrować, walczyć. Być nieustannie czujny i nastawiony na selekcję i ocenę. Rozpędzony pociąg stresu rozpłynął się we mgle stanowczej woli i akceptacji życia. Mojego życia. Takiego życia. Świadomego życia.</span></p>
<p><span style="color: #333333;">Jest szary, pochmurny dzień. Polskę dręczy kolejny już niż idący jak dym nad paleniskiem nisko nad ścierniskiem. Taki bez owocny, nie przynoszący deszczu a odbierający uśmiech na twarzy. Skóra łaknie dotyku promieni słonecznych, oczy domagają się mrużenia. Dusza tęskni do mruczenia. Od kilku miesięcy szare chmury, wplecione w krajobraz brzydkich budynków i banerów na płotach, przeplatane z reklamami środków na grypę i poprawę kondycji wątroby dla alkoholizowanej, niżowej populacji.</span></p>
<p><span style="color: #333333;">Odbywam podróż. Ot, tak. Czasem bywam. Od bywam do bywam. Przywołuję naturalny porządek. Tu skasuję, tam dodam. Przetasuję. Nową, zarazem starą jakość buduję. Stare prawdy odgadnione. Idę się ogolić.</span></p>
<p><span style="color: #333333;"><a href="http://www.gasiorowski.net/2012/01/10/wyzej-te-nize/attachment/08012012568/" rel="attachment wp-att-2909"><span style="color: #333333;"><img class="aligncenter size-full wp-image-2909" title="08012012568" src="http://www.gasiorowski.net/wp-content/uploads/2012/01/08012012568.jpg" alt="" width="600" height="450" /></span></a></span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.gasiorowski.net/2012/01/10/wyzej-te-nize/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

